Znalazłam to za 5 -6 dolarów na ebay i doszłam do wniosku, ze spróbuję. Opakowanie 25ml jak najbardziej mi odpowiada na takie testy.
Etude House mam już kilka produktów, kilka już przerobiłam, i mimo że cenowo nie są drogie, dają bardzo fajne efekty w stosowaniu. Jestem po użyciu takiej samej wielkości olejku do mycia twarzy, i opakowanie mi starczyło na dwa miesiące intensywnego korzystania. Więc tutaj liczę, że podobnie będzie się zużywał.
Trochę nie bardzo wiedziałam co to jest, sądziłam, że to tonik, a okazało się, że to płyn, trochę gęstszy od wody, który się stosuje na dzień pod makijaż. Jest pięć rodzai Mal:Gem, dla europejek najlepsza jest właśnie wersja moist, bowiem nawilża, wygładza i nie wybiela :)
Jak się używa? Nalewa się na dłoń produkt, gdy kropla na dłoni jest już wielkości ziarna, przestajemy natychmiast lać. Płyn lekko wklepujemy w twarz, chyba że mamy do dyspozycji ręczniczkowe maski, które nawilża się płynem następnie nakłada na twarz. Nie mam maseczek, więc już od razu nakłądam na twarz i tu śmieszne wrażenie lepkości produktu, który się po chwili wchłania w skórę twarzy, maksymalnie ją wygładzając i tym samym "zamykając" w cerze wilgoć. Nie zapycha porów, po tygodniu stosowania zauważyłam że moja skóra jest mniej podrażniona i bardziej nawilżona. I bez wyprysków :)
Produkt w wersji nie promocyjnej 25ml jest dość duży, w plastikowej butelce wielkości butelki coca coli. Trochę duży, produkt jest bardzo wydajny więc za przyzwoitą cenę ma się tonę kosmetyku :)
Ogólnie polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz