Na fali kremów BB kupiłam na Allegro po kilku próbach krem Missha BB Signature. Krem jest fajny, wysmarowanie sobie twarzy tym zajmuje chwilę, potem chwilę się wklepuje i już jestem gotowa. Bardzo mi się podoba to, że nie zajmuje to dużo czasu, kolor jest tak jasny, że nie muszę się zastanawiać czy dobrze go wklepałam i wtarłam przy brodzie czy uszach, bo pasuje idealnie do mojej zimowo- białej cery. Więc pod tym względem super.
Opakowanie jest olbrzymie, mam wrażenie że nigdy nie miałam tyle "podkładu" naraz. Opakowanie wygląda jak zwykła miękka tubka, a jednak jest zamknięta jakby w przezroczysty plastikowy pokrowiec, i ma pompkę i korek do stania. Więc jest ok. Ale i tak będę się nim dzielić znając życie.
Jak większość osób używających na początku kremów azjatyckich BB, jestem zachwycona tym co robi dla cery jak się nakłada preparat: jest miękka, rozświetlona, jasna, delikatna, równo pokryta, i mam bardzo zmniejszone pory. Ale jeden minus- jeśli się nie wie jak to zmywać, to robią się syfki.
A dokładne oczyszczanie, właśnie za pomocą olejowania i przynajmniej jednego pilingu w tygodniu się nie obędzie, albo mamy syfki lub co gorsza, te cholerne bolesne podskórniaki.
Więc na wszelki wypadek, jeśli zaczniesz używać BB, zmywaj dokładnie nie tyle z skóry, co z porów, bo to tam się zapycha przez składniki, głównie parabeny i silikony.
A, i nie myśleć że silikony są złe. Nic nie jest złe, chyba że w nadmiarze:)
czwartek, 22 listopada 2012
Przegląd kosmetyków: odżywka do rzęs L'biotica
Na L'Bioticę wpadłam jakieś 3 miesiące temu, grzebiąc w sieci w poszukiwaniu innego specyfiku do rzęs, który koleżanka używa. Trafiłam na recenzję L'Biotica, o której pisano dobrze, ale nie rewelacyjnie. Wprawdzie jest to preparat z naturalnych składników, jest gęsty, ropzuszcza się w olejek na powiece i odżywia rzęsy.
Byłam w znienawidzonym Superpharmie, gdzie stojąc w kolejce- gigancie trafiłam obok kosza z promocją- 2 w cenie 1/2. Miałam dobre 15 minut na namysł czy brać czy nie, z reguły nie biorę rzeczy z promocji, tym bardziej jak nie potrzebuję, ale za 8zł miałam dwa opakowania tejże odżywki, w 100% naturalna, więc zaszalałam. A co tam.
Piszą by stosować nabożnie przez co najmniej 30 dni, najlepiej na noc, gdzieś tam po drodze efekty mają się objawić, ale oprócz trochę miększych rzęs, no może bardziej elastycznych i odrobinę ciemniejszych ( choć na dolnych rzęsach tego nie widać), to niewiele się w dziedzinie rzęs stało.
Smarowałam jeszcze na brwi, między brwiami dokładnie, w miejscu, w którym przez ileś tam lat skubania nic nie chce rosnąc, a e kiedyś zwyczajnie pomyliłam odległość między nimi i tak musze sobie dopełniać tę spację.
No i tam powoli jakieś maleństwa cieniutkie, wyrastają. Coraz śmielej, więcej, jasne, ale jednak.
Więc na razie nie skreślam L'Biotici, nie zaszkodzi dalej używać, bo nic tragicznego się nie dzieje i dobrze.
A z innych zalet to ta, że po nałożeniu na rzęsy oczy mi się trochę zalepiają, tzn. rzęsy przylepiają za pomocą odżywki do skóry pod oczami, zmuszając mnie poniekąd do zamknięcia oczu i faktycznego spania.
Całkiem dobre pod tym względem.
Edit: po ponad miesiącu używania odżywki moje rzęsy wydają się być trochę gęstsze, bardziej elastyczne, ale nie ciemniejsze czy dłuższe ( niestety, jasne końcówki mogę co najwyżej pomalować tuszem lub henną).
Czytałam gdzieś też, że tej odżywki można używać na skórki wokół paznokci z powodzeniem. Nie próbowałam jeszcze, ale chyba tak zrobię. Co do brwi to faktycznie, między nimi zaczęło się zagęszczać, ale i tak muszę dorysowywać sobie, bo to trochę dłużej potrwa niż miesiąc. A dolne rzęsy nawet dają sobie radę lepiej niż wcześniej, ciut ciemniejsze są i bardziej widoczne.
Byłam w znienawidzonym Superpharmie, gdzie stojąc w kolejce- gigancie trafiłam obok kosza z promocją- 2 w cenie 1/2. Miałam dobre 15 minut na namysł czy brać czy nie, z reguły nie biorę rzeczy z promocji, tym bardziej jak nie potrzebuję, ale za 8zł miałam dwa opakowania tejże odżywki, w 100% naturalna, więc zaszalałam. A co tam.
Piszą by stosować nabożnie przez co najmniej 30 dni, najlepiej na noc, gdzieś tam po drodze efekty mają się objawić, ale oprócz trochę miększych rzęs, no może bardziej elastycznych i odrobinę ciemniejszych ( choć na dolnych rzęsach tego nie widać), to niewiele się w dziedzinie rzęs stało.
Smarowałam jeszcze na brwi, między brwiami dokładnie, w miejscu, w którym przez ileś tam lat skubania nic nie chce rosnąc, a e kiedyś zwyczajnie pomyliłam odległość między nimi i tak musze sobie dopełniać tę spację.
No i tam powoli jakieś maleństwa cieniutkie, wyrastają. Coraz śmielej, więcej, jasne, ale jednak.
Więc na razie nie skreślam L'Biotici, nie zaszkodzi dalej używać, bo nic tragicznego się nie dzieje i dobrze.
A z innych zalet to ta, że po nałożeniu na rzęsy oczy mi się trochę zalepiają, tzn. rzęsy przylepiają za pomocą odżywki do skóry pod oczami, zmuszając mnie poniekąd do zamknięcia oczu i faktycznego spania.
Całkiem dobre pod tym względem.
Edit: po ponad miesiącu używania odżywki moje rzęsy wydają się być trochę gęstsze, bardziej elastyczne, ale nie ciemniejsze czy dłuższe ( niestety, jasne końcówki mogę co najwyżej pomalować tuszem lub henną).
Czytałam gdzieś też, że tej odżywki można używać na skórki wokół paznokci z powodzeniem. Nie próbowałam jeszcze, ale chyba tak zrobię. Co do brwi to faktycznie, między nimi zaczęło się zagęszczać, ale i tak muszę dorysowywać sobie, bo to trochę dłużej potrwa niż miesiąc. A dolne rzęsy nawet dają sobie radę lepiej niż wcześniej, ciut ciemniejsze są i bardziej widoczne.
Brwi
Generalnie się nie przejmowałam brwiami. Wyrywało się je, eksperymentowało z kształtami, próbowało prostować lub wyginać w niebezpieczne łuki. Gdy widzę zdjęcie z mojego nastoletniego okresu życia to robi mi się słabo. Mam włosy na jeżyka, nażelowane na sztorc, oraz bardzo wąskie brwi.
I wygląda to po prostu dziwnie.
Ale mądrzejemy z czasem, gust nam się wyrabia, i jakoś jedziemy dalej. I całe szczęście że wróciła moda na naturalne, gęste brwi, tylko trochę ułożone w miejsce.
Najfaniej jednak, że teraz wystarcza tylko wyskubać to co nie w linii z brwiami ogólnie. Gorzej mam np ja, która sobie tyle skubała między brwiami, że teraz za Chiny nie chcą mi odrosnąć tam.
Ale z czasem, czasem.
Kupiłam miesiąc temu krem/serum/olejek/odżywka L'biotica do rzęs- to taka odżywka. Jeśli działa na rzęsy, to i zadziała na brwi. No i po miesiącu, to co odrasta to delikatne włoski, ale robią się gęstsze, więc jest nadzieja.
Druga sprawa to wypełnianie brwi w miejscach gdzie ich odrastanie było niemożliwe już po latach eksterminacji. Na lotnisku w kwietniu, w Amsterdamie wyszukałam na domniemanej promocji zestaw do brwi Anastasia. W zestawie mała kosmetyczka, wypełniona żelem do brwi, pędzelkiem z grzebyczkiem, pęsetą, cieniem duo do brzwi a także zestaw wykrojów do idealnego ( w miarę ) kształtu brwi. W sumie to po pierwszym użyciu wykrojów, stosuję już tylko pęsetę, cienie i pędzelek.
Cała reszta na razie w odstawce w szufladzie.
I tak, cieniami sobie domalowuję delikatnie brwi, lub zagęszczam je optycznie.
Chwilami efekt wyglada nienaturalnie, ale po przeczesaniu grzebyczkiem ( wygląda jak czysta szczoteczka od tuszu), moje brwi po raz pierwszy wyglądają dobrze.
Wiem, że teraz też są modne proste brwi, w stylu Natalie Portman. Ja z moimi naturalnymi łukami miałam problem, jeśli chodzi o takie prostowanie, ale jest to dość łatwe. Wystarczy odrobinę, ze dwa milimetry od cienkiego końca brwi skubnąć i trochę prościej wyglądają.
I wygląda to po prostu dziwnie.
Ale mądrzejemy z czasem, gust nam się wyrabia, i jakoś jedziemy dalej. I całe szczęście że wróciła moda na naturalne, gęste brwi, tylko trochę ułożone w miejsce.
Najfaniej jednak, że teraz wystarcza tylko wyskubać to co nie w linii z brwiami ogólnie. Gorzej mam np ja, która sobie tyle skubała między brwiami, że teraz za Chiny nie chcą mi odrosnąć tam.
Ale z czasem, czasem.
Kupiłam miesiąc temu krem/serum/olejek/odżywka L'biotica do rzęs- to taka odżywka. Jeśli działa na rzęsy, to i zadziała na brwi. No i po miesiącu, to co odrasta to delikatne włoski, ale robią się gęstsze, więc jest nadzieja.
Druga sprawa to wypełnianie brwi w miejscach gdzie ich odrastanie było niemożliwe już po latach eksterminacji. Na lotnisku w kwietniu, w Amsterdamie wyszukałam na domniemanej promocji zestaw do brwi Anastasia. W zestawie mała kosmetyczka, wypełniona żelem do brwi, pędzelkiem z grzebyczkiem, pęsetą, cieniem duo do brzwi a także zestaw wykrojów do idealnego ( w miarę ) kształtu brwi. W sumie to po pierwszym użyciu wykrojów, stosuję już tylko pęsetę, cienie i pędzelek.
Cała reszta na razie w odstawce w szufladzie.
I tak, cieniami sobie domalowuję delikatnie brwi, lub zagęszczam je optycznie.
Chwilami efekt wyglada nienaturalnie, ale po przeczesaniu grzebyczkiem ( wygląda jak czysta szczoteczka od tuszu), moje brwi po raz pierwszy wyglądają dobrze.
Wiem, że teraz też są modne proste brwi, w stylu Natalie Portman. Ja z moimi naturalnymi łukami miałam problem, jeśli chodzi o takie prostowanie, ale jest to dość łatwe. Wystarczy odrobinę, ze dwa milimetry od cienkiego końca brwi skubnąć i trochę prościej wyglądają.
Moje kosmetyki
Mniej znaczy więcej.
Minęły też te czasy kiedy na wzór mojej koleżanki makijażystki zbierałam z uporem maniaka kolorowe kosmetyki. Miałam tego taki kuferek i nie używałam go. Mam takie dziwne uczucie, że jeśli nie mogę czegoś wykończyć, to znaczy że nie używam, ergo, jest mi niepotrzebny. Znaczy, czas się pozbyc, komuś oddać.
Inna sprawa, ze większość kosmetyków które mamy, traci ważność przy używaniu po pół roku. Trochę szkoda, szczególnie, że zdarza się nam kupić np, cień specjalnie na jakąś imprezę i później nigdy go nie użyjemy ale szkoda go wyrzucić.
Niestety to dość częste zjawisko było, szczególnie u mnie. Więc ze łzami w oczach zrobiłam czystkę w swojej kosmetyczce parę lat temu i tak lecę na swoich "pewniakach".
A są nimi:
-czarna kredka do oczu Inglot
-złota kredka do oczu Essence
-podkład lub obecnie krem BB marki Missha
-złoty cień do powiek Inglot
-zestaw beżowych i brązowych cieni z Oriflame
-tusz do rzęs Dior Show
-puder do brwi marki Anastasia
- pędzelki
-róż jasny- Oriflame
-róż ciemniejszy- Estee Lauder
-cień Inglot który robi i za cień i za róż
-szminka żelowa czerwona Inglot
Generalnie znam już po dłuższym czasie kosmetykowania się, że jeśli chcę wyglądać ładnie i naturalnie, ale i promiennie, to brązy, beże i złote odcienie są moimi best friendami. Ale najlepszym jest jednak czarna kredka do oczu.
Róży mam kilka, bo jednak jak się cera opala lub traci opaleniznę, to zmienia się tez potrzeba kolorytu- zimą i wczesną wiosną znacznie lepiej wygląda mój jaśniejszy róż niż ten ciemniejszy, pasujący do opalenizny.
Minęły też te czasy kiedy na wzór mojej koleżanki makijażystki zbierałam z uporem maniaka kolorowe kosmetyki. Miałam tego taki kuferek i nie używałam go. Mam takie dziwne uczucie, że jeśli nie mogę czegoś wykończyć, to znaczy że nie używam, ergo, jest mi niepotrzebny. Znaczy, czas się pozbyc, komuś oddać.
Inna sprawa, ze większość kosmetyków które mamy, traci ważność przy używaniu po pół roku. Trochę szkoda, szczególnie, że zdarza się nam kupić np, cień specjalnie na jakąś imprezę i później nigdy go nie użyjemy ale szkoda go wyrzucić.
Niestety to dość częste zjawisko było, szczególnie u mnie. Więc ze łzami w oczach zrobiłam czystkę w swojej kosmetyczce parę lat temu i tak lecę na swoich "pewniakach".
A są nimi:
-czarna kredka do oczu Inglot
-złota kredka do oczu Essence
-podkład lub obecnie krem BB marki Missha
-złoty cień do powiek Inglot
-zestaw beżowych i brązowych cieni z Oriflame
-tusz do rzęs Dior Show
-puder do brwi marki Anastasia
- pędzelki
-róż jasny- Oriflame
-róż ciemniejszy- Estee Lauder
-cień Inglot który robi i za cień i za róż
-szminka żelowa czerwona Inglot
Generalnie znam już po dłuższym czasie kosmetykowania się, że jeśli chcę wyglądać ładnie i naturalnie, ale i promiennie, to brązy, beże i złote odcienie są moimi best friendami. Ale najlepszym jest jednak czarna kredka do oczu.
Róży mam kilka, bo jednak jak się cera opala lub traci opaleniznę, to zmienia się tez potrzeba kolorytu- zimą i wczesną wiosną znacznie lepiej wygląda mój jaśniejszy róż niż ten ciemniejszy, pasujący do opalenizny.
Olejowanie twarzy jako metoda na mycie twarzy lepiej
Olej dawać na twarz brzmi dziwnie, ale maseczki z twarożku są ok?
Ponieważ jestem Chuckiem Norisem internetu, i nie wiem już skąd wiem wszystko, więc tu chcę wrzucić i mieć to z głowy.
Na olejowanie trafiłam przez wzmiankę gdzieś o metodzie oczyszczania twarzy OCM ( Oil Cleansing Method).
Metoda była fajna, brzmiało znacznie lepiej i prościej niż moje nawalone chemią żele do mycia twarzy.
Ustalmy coś przy okazji- nie jestem fanką mleczek, toników i zbytniego pieprzenia się w łazience. Chyba mi się to wzięło z tego, że miałam dość popędzania przez męża, żebym wyszła w końcu z łazienki, i to w momencie, kiedy byłam w połowie wykonywanej czynności. Poza tym lubię jak jest łatwo i proste. Uważam, że prostota to najlepszy wybór, a brokaty i diamenty w zębach to nie dla mnie. Chciałabym i wolałabym stawiać na minimalizm.
Wróćmy do olejowania.
Zasada jest dość prosta- w małym słoiczku miesza się kilka różnych olejków dla osiągnięcia różnych efektów. Czemu oleje? Ble? Otóż niekoniecznie. Znacie te okropne wągry- takie czarne się robią z czasem, jęsli się nie dba właściwie o cerę? Więc olejowanie działa na zasadzie magnezu na tłuszcz- tłuszcz wyciąga tłuszcz, czyli wągry, i zmniejsza ich aktywność:) Już po 3 dniach otwierania porów gorącą szmatką oraz nacieraniem i demakijażem olejem widać że pory się zmniejszają, wągry znikają i skóra jest nawilżona, i się nie przetłuszcza. niesamowite ale prawdziwe :)
Jeśli ma się dostęp do tych buteleczek z szamponami czy żelami z hoteli, to dobrze zachować sobie jedną, dobrze wymyć i wypłukać, a potem wysuszyć. Taka buteleczka pełna olejków starcza na dość długo i łatwiej się odmierza proporcje.
W taką buteleczkę nalewam 1/4 olejku rycynowego - to on wchodzi w pory i później wyciąga zanieczyszczenia i takie tam. Tak, wiem, piszę profesjonalnie.
Potem dolewam po 1/4 oleju kokosowego, oliwy z oliwek, i oleju z awokado. Można dać oleju jojoby, winogronowego, olej z orzechów włoskich jest również bardzo dobry.
Zamykamy buteleczkę, trzęsiemy nią, żeby się oleje wymieszały i można używać.
Olejowanie jest świetne do demakijażu, usuwa nawet tusz wodoodporny, ładnie oczyszcza twarz, nie podrażnia (nawet osoby z atopową skórą czy uczuleniami), nawilża i lekko napina skórę.
Ważne żeby mieć ściereczki do zmywania. Ja pocięłam na kwadraty stary ręcznik frotte i używam te kawałki. Chodzi o to, by je namoczyć w gorącej ( bardzo) wodzie, i gdy już rozpuścił się nam makijaż, wyżymamy ten ręczniczek, a ponieważ jest dalej gorący od wody, rozkładamy go na twarzy i zamykamy oczy i relaksujemy się chwilę. To dobry moment, żeby powoli się nastawiać na spanie i zrelaksować się po całym dniu. Czekamy aż ręcznik ochłodzi się, i zaczynamy ścierać z twarz oleje ręczniczkiem. Na nim zostanie cały makijaż i oleje, oraz zanieczyszczenia z porów.
Żeby zamknąć pory, wystarczy ten sam ręczniczek schłodzić w zimnej wodzie, znowu wyżąć, i nałożyć na twarz. Po tym zabiegu demakijażu już nie wiele więcej trzeba. Można nałożyć serum pod oczy lub kosmetyk przeciwzmarszczkowy i zapomnieć o sprawie do następnego dnia.
Jest to system który bardzo sobie chwalę i daje bardzo dobre efekty, w naturalny i nie podrażniający sposób.
Słyszałam, że niektóre osoby używają do olejowania ściereczek z mikrofibry, ale uważam to za przesadę, tym bardziej, że mikrofibra ma mimo wszystko dość szorstką powierzchnię i może doprowadzić do mechanicznego uszkodzenia delikatnego naskórka ( szczególnie w okolicy oczu), ale raz na tydzień, używany z olejem delikatnie masując, nie trąc, moze być dobrym pilingiem.
Chcę niedługo spróbować innej mieszanki, może tym razem dodam trochę olejku z rozmarynu lub innych gatunków, odkryłam fajną stronę tu i chciałabym potestować potem te pilingi enzymatyczne.
Ponieważ jestem Chuckiem Norisem internetu, i nie wiem już skąd wiem wszystko, więc tu chcę wrzucić i mieć to z głowy.
Na olejowanie trafiłam przez wzmiankę gdzieś o metodzie oczyszczania twarzy OCM ( Oil Cleansing Method).
Metoda była fajna, brzmiało znacznie lepiej i prościej niż moje nawalone chemią żele do mycia twarzy.
Ustalmy coś przy okazji- nie jestem fanką mleczek, toników i zbytniego pieprzenia się w łazience. Chyba mi się to wzięło z tego, że miałam dość popędzania przez męża, żebym wyszła w końcu z łazienki, i to w momencie, kiedy byłam w połowie wykonywanej czynności. Poza tym lubię jak jest łatwo i proste. Uważam, że prostota to najlepszy wybór, a brokaty i diamenty w zębach to nie dla mnie. Chciałabym i wolałabym stawiać na minimalizm.
Wróćmy do olejowania.
Zasada jest dość prosta- w małym słoiczku miesza się kilka różnych olejków dla osiągnięcia różnych efektów. Czemu oleje? Ble? Otóż niekoniecznie. Znacie te okropne wągry- takie czarne się robią z czasem, jęsli się nie dba właściwie o cerę? Więc olejowanie działa na zasadzie magnezu na tłuszcz- tłuszcz wyciąga tłuszcz, czyli wągry, i zmniejsza ich aktywność:) Już po 3 dniach otwierania porów gorącą szmatką oraz nacieraniem i demakijażem olejem widać że pory się zmniejszają, wągry znikają i skóra jest nawilżona, i się nie przetłuszcza. niesamowite ale prawdziwe :)
Jeśli ma się dostęp do tych buteleczek z szamponami czy żelami z hoteli, to dobrze zachować sobie jedną, dobrze wymyć i wypłukać, a potem wysuszyć. Taka buteleczka pełna olejków starcza na dość długo i łatwiej się odmierza proporcje.
W taką buteleczkę nalewam 1/4 olejku rycynowego - to on wchodzi w pory i później wyciąga zanieczyszczenia i takie tam. Tak, wiem, piszę profesjonalnie.
Potem dolewam po 1/4 oleju kokosowego, oliwy z oliwek, i oleju z awokado. Można dać oleju jojoby, winogronowego, olej z orzechów włoskich jest również bardzo dobry.
Zamykamy buteleczkę, trzęsiemy nią, żeby się oleje wymieszały i można używać.
Olejowanie jest świetne do demakijażu, usuwa nawet tusz wodoodporny, ładnie oczyszcza twarz, nie podrażnia (nawet osoby z atopową skórą czy uczuleniami), nawilża i lekko napina skórę.
Ważne żeby mieć ściereczki do zmywania. Ja pocięłam na kwadraty stary ręcznik frotte i używam te kawałki. Chodzi o to, by je namoczyć w gorącej ( bardzo) wodzie, i gdy już rozpuścił się nam makijaż, wyżymamy ten ręczniczek, a ponieważ jest dalej gorący od wody, rozkładamy go na twarzy i zamykamy oczy i relaksujemy się chwilę. To dobry moment, żeby powoli się nastawiać na spanie i zrelaksować się po całym dniu. Czekamy aż ręcznik ochłodzi się, i zaczynamy ścierać z twarz oleje ręczniczkiem. Na nim zostanie cały makijaż i oleje, oraz zanieczyszczenia z porów.
Żeby zamknąć pory, wystarczy ten sam ręczniczek schłodzić w zimnej wodzie, znowu wyżąć, i nałożyć na twarz. Po tym zabiegu demakijażu już nie wiele więcej trzeba. Można nałożyć serum pod oczy lub kosmetyk przeciwzmarszczkowy i zapomnieć o sprawie do następnego dnia.
Jest to system który bardzo sobie chwalę i daje bardzo dobre efekty, w naturalny i nie podrażniający sposób.
Słyszałam, że niektóre osoby używają do olejowania ściereczek z mikrofibry, ale uważam to za przesadę, tym bardziej, że mikrofibra ma mimo wszystko dość szorstką powierzchnię i może doprowadzić do mechanicznego uszkodzenia delikatnego naskórka ( szczególnie w okolicy oczu), ale raz na tydzień, używany z olejem delikatnie masując, nie trąc, moze być dobrym pilingiem.
Chcę niedługo spróbować innej mieszanki, może tym razem dodam trochę olejku z rozmarynu lub innych gatunków, odkryłam fajną stronę tu i chciałabym potestować potem te pilingi enzymatyczne.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
