Na fali kremów BB kupiłam na Allegro po kilku próbach krem Missha BB Signature. Krem jest fajny, wysmarowanie sobie twarzy tym zajmuje chwilę, potem chwilę się wklepuje i już jestem gotowa. Bardzo mi się podoba to, że nie zajmuje to dużo czasu, kolor jest tak jasny, że nie muszę się zastanawiać czy dobrze go wklepałam i wtarłam przy brodzie czy uszach, bo pasuje idealnie do mojej zimowo- białej cery. Więc pod tym względem super.
Opakowanie jest olbrzymie, mam wrażenie że nigdy nie miałam tyle "podkładu" naraz. Opakowanie wygląda jak zwykła miękka tubka, a jednak jest zamknięta jakby w przezroczysty plastikowy pokrowiec, i ma pompkę i korek do stania. Więc jest ok. Ale i tak będę się nim dzielić znając życie.
Jak większość osób używających na początku kremów azjatyckich BB, jestem zachwycona tym co robi dla cery jak się nakłada preparat: jest miękka, rozświetlona, jasna, delikatna, równo pokryta, i mam bardzo zmniejszone pory. Ale jeden minus- jeśli się nie wie jak to zmywać, to robią się syfki.
A dokładne oczyszczanie, właśnie za pomocą olejowania i przynajmniej jednego pilingu w tygodniu się nie obędzie, albo mamy syfki lub co gorsza, te cholerne bolesne podskórniaki.
Więc na wszelki wypadek, jeśli zaczniesz używać BB, zmywaj dokładnie nie tyle z skóry, co z porów, bo to tam się zapycha przez składniki, głównie parabeny i silikony.
A, i nie myśleć że silikony są złe. Nic nie jest złe, chyba że w nadmiarze:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz