czwartek, 22 listopada 2012

Recenzja: Missha Signature nr 13

Na fali kremów BB kupiłam na Allegro po kilku próbach krem Missha BB Signature. Krem jest fajny, wysmarowanie sobie twarzy tym zajmuje chwilę, potem chwilę się wklepuje i już jestem gotowa. Bardzo mi się podoba to, że nie zajmuje to dużo czasu, kolor jest tak jasny, że nie muszę się zastanawiać czy dobrze go wklepałam i wtarłam przy brodzie czy uszach, bo pasuje idealnie do mojej zimowo- białej cery. Więc pod tym względem super.






















Opakowanie jest olbrzymie, mam wrażenie że nigdy nie miałam tyle "podkładu" naraz. Opakowanie wygląda jak zwykła miękka tubka, a jednak jest zamknięta jakby w przezroczysty plastikowy pokrowiec,  i ma pompkę i korek do stania. Więc jest ok. Ale i tak będę się nim dzielić znając życie.
Jak większość osób używających na początku kremów azjatyckich BB, jestem zachwycona tym co robi dla cery jak się nakłada preparat: jest miękka, rozświetlona, jasna, delikatna, równo pokryta, i mam bardzo zmniejszone pory. Ale jeden minus- jeśli się nie wie jak to zmywać, to robią się syfki.
A dokładne oczyszczanie, właśnie za pomocą olejowania i przynajmniej jednego pilingu w tygodniu się nie obędzie, albo mamy syfki lub co gorsza, te cholerne bolesne podskórniaki.
Więc na wszelki wypadek, jeśli zaczniesz używać BB, zmywaj dokładnie nie tyle z skóry, co z porów, bo to tam się zapycha przez składniki, głównie parabeny i silikony.
A, i nie myśleć że silikony są złe. Nic nie jest złe, chyba że w nadmiarze:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz